MLKS Unia Janikowo - strona oficjalna

Strona klubowa

Statystyki

Brak użytkowników
zalogowanych i 1 gość

dzisiaj: 12779, wczoraj: 12585
ogółem: 28 954 627

statystyki szczegółowe

Logowanie

Aktualności

Unia - Sokół 0:2

  • autor: redakcja, 2011-10-22 16:06

Trzynasta kolejka pechowa dla Unii

Trzynasta kolejka rozgrywek o mistrzostwo trzeciej ligi grupy kujawsko-pomorsko-wielkopolskiej okazała się pechowa dla zawodników Unii Janikowo, którzy przegrali z Sokołem Kleczew 0:2 (0:1). Bez wątpienia w jakimś stopniu na porażkę podopiecznych trenera Artura Polehojko wpłynęły kontrowersyjne decyzje sędziego Dariusza Orzechowskiego, który jeszcze w poprzednim sezonie prowadził mecze drugiej ligi. Pierwsza bramka dla gości miała miejsce w 17. minucie. W naszym polu karnym przez dłuższy czas leżał Bartosz Dreszler, który po dośrodkowaniu z rzutu wolnego został uderzony łokciem przez jednego z rywali. Wszystko wskazuje na to, że zasady fair play nie są znane zawodnikom trenera Andrzeja Ostańskiego (brak wybicia piłki poza boisko), ani wspomnianemu wcześniej arbitrowi (nie przerwał gry). W czasie tym Mikołaj Pingot został obsłużony podaniem wzdłuż bramki z lewej strony i umieścił piłkę w pod poprzeczką w praktycznie pustej siatce. Jeszcze w pierwszej połowie po dobrej akcji w polu karnym ścięty został Krzysztof Borysiak, ale sędzia nie podyktował rzutu karnego, który byłby szansą na zdobycie wyrównującego gola. Biało-niebiescy przez cały czas walczyli o korzystny rezultat, ale w 66. minucie Norbert Grzelak wykorzystał sytuację sam na sam z Robertem Tomaszewskim i ustalił wynik meczu. Janikowianie za wszelką cenę próbowali zdobyć jeszcze kontaktową bramkę, ale nie przypisało nam szczęście. W ten sposób Unia poniosła pierwszą porażkę na własnym boisku od dziewięciu spotkań.

UNIA JANIKOWO - SOKÓŁ KLECZEW 0:2 (0:1)

0:1 - 17' Mikołaj Pingot
0:2 - 66' Norbert Grzelak

UNIA: Tomaszewski - Hadaś, Łożyński, Dreszler, Borysiak - Wawrzyniak (72' Ł. Mokrzycki) - Dereżyński (86' Kędziora), Chmielecki - Kanik, Kot - Michałowski (56' A. Mokrzycki).

Rezerwowi, którzy nie zagrali: Piesik, Zaleski, Deresiewicz, Chomik.

Po zejściu Dereżyńskiego kapitanem drużyny był Chmielecki.

SOKÓŁ: Szczepankiewicz - Augustyniak, Pingot, Jędras, Śmiałek (90' Kwiatkowski) - Dębowski, Jankowiak (60' Grzelak), Rutkowski (90' Palmowski), Goiński - Urban, Kopaniarz (86' Woźniak).

Rezerwowi, którzy nie zagrali: Roszyk, Domaniecki, Lisiecki.

SĘDZIOWIE: Dariusz Orzechowski (główny), Wiesław Sobiesiński (asystent I), Sławomir Orzechowski (asystent II) - Brodnica.

SZCZEGÓŁOWY OPIS SPOTKANIA W ROZWINIĘCIU.

W meczowej osiemnastce zespołu Unii zabrakło kontuzjowanego Mateusza Biłoszewskiego, a także Bartosza Wieczorka.

Wszyscy wiedzieli, że spotkanie z Sokołem Kleczew będzie bardzo ciężkie. Nikt jednak nie przypuszczał, że bramkę otwierającą wynik meczu stracimy w bardzo kontrowersyjny sposób.

Jako pierwszy do ataków ruszył Sokół. Na szczęście strzał z szesnastu metrów bez problemu wybronił Robert Tomaszewski. W odpowiedzi Unia stworzyła sobie jeszcze groźniejszą sytuację. Maciej Kot będąc w polu karnym zdołał oddać strzał, ale został on zablokowany. Kolejnie podał piłkę do Marcina Michałowskiego, ale także jego uderzenie zatrzymało się na obrońcach gości.

W 17. minucie goście wykonywali rzut wolny z lewej strony. Zdecydowali się na dośrodkowanie w polu karnym, gdzie faulowany był Bartosz Dreszler, który po uderzeniu z łokcia padł na murawę i leżał na niej przez dłuższy czas. Sokół nie postąpił fair play i nie wybił futbolówki poza boisko. Dziwny był też fakt, że arbiter nie przerwał gry, co jest jego obowiązkiem w takich sytuacjach. Gracze przyjezdni poszli więc lewą stroną boiska i dograli wzdłuż bramki do Mikołaja Pingota, który strzelił do pustej siatki pod poprzeczkę i było 0:1. Dopiero po tym wydarzeniu sędzia pozwolił na wkroczenie na boisko pomocy medycznej dla kontuzjowanego zawodnika Unii.

Następnie mecz stracił na atrakcyjności, a dobrych akcji było jak na lekarstwo. Dopiero w 31. minucie janikowianie przeprowadzili składny atak, po którym mogli wyrównać stan meczu. Krzysztof Borysiak po wymianie piłki z Kotem wszedł w pole karne, gdzie został ścięty jak drzewo. Arbiter pozostał niewzruszony i nie zauważył przewinienia.

Unia nie podłamała się i nadal atakowała. Na dwie minuty przed końcem pierwszej połowy piłkę otrzymał Kot, który będąc w polu karnym mógł sam strzelać, ale wycofał do Michałowskiego, ten z kolei dograł Michałowi Chmieleckiemu na osiemnasty metr, ale futbolówka przeszła obok słupka. Jeszcze w doliczonym czasie gry mogliśmy wyrównać. Arkadiusz Dereżyński w polu karnym z bliskiej odległości posłał piłkę w kierunku długiego rogu, ale wychodzący bramkarz - Daniel Szczepankiewicz skrócił kąt i wybił na róg. Swoją szansę mieli także goście, ale strzelili tuż obok bramki, gdy wychodzili trzech na dwóch tuż przed końcem pierwszej części.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Druga połowa rozpoczęła się niekorzystnie dla naszego zespołu. Cztery minuty po gwizdku zawodnik gości wjechał z piłką w pole karne i uderzył tylko w boczną siatkę. W 56. minucie wprowadzony kilkanaście sekund wcześniej Arkadiusz Mokrzycki wychodząc sam na sam zdecydował się lobować bramkarza, ale strzelił niecelnie. Później także nad poprzeczką uderzył Dereżyński.

W 66. minucie Norbert Grzelak otrzymał prostopadłą piłkę pomiędzy środkowych obrońców Unii i wyszedł sam na sam z Tomaszewskim. Strzelając po ziemi w długi róg bramki nie dał mu szans i było 0:2.

Trzy minuty później mogło być 0:3, ale bramkarz Unii okazał się lepszy w kolejnej sytuacji sam na sam. Ostatnie dziesięć minut należało dla biało-niebieskich. Najpierw po dośrodkowaniu w pole karne z piłką minął się Arkadiusz Mokrzycki, a kolejnie dwa razy niecelnie uderzał Przemysław Kędziora.

Niestety nie udało się potrzymać dobrej passy i spadliśmy na siódmą pozycję w tabeli. Kolejny mecz zagramy za tydzień w Swarzędzu, który jest na czwartym miejscu i ma trzy punkty więcej niż Unia, a więc do boju biało-niebiescy!

Zdjęcie wykonała Aleksandra Czerwińska - dziękujemy.


 

Reklama

Wyszukiwarka